17 lip

CIĄGNĄĆ KOTA

Dziwna to rzecz, iż Adalberg, miłośnik i dobry znawca literatury w. XVI, pominął w Księdze przysłów polskich zwrot „Ciągnąć kota”, choć znalazł go u Knapiusa z uwagą, że „jest to osobliwe powiedzenie
o człowieku, któremu się zdaje, że robi coś poważnego i znakomitego, a tymczasem inni bawią się nim i drwią z niego”. Dziwna, bo zwrot ten występuje u Reja ogromną ilość razy, a zna go dobrze również Kochanowski, gdy w Sobótce, pieśni utkanej z najrozmaitszych przysłów kocich, daje także:
Wystąp ty, coś ciągnął kota. Tu, i gdzie indziej znaczenie jest jasne. Ciągnąć kota to: dać się nabrać, ośmieszyć się, zbłaźnić się. Co osobliwsza, od Reja dowiedzieć się można, skąd poszedł ów zwrot. W Rozmowie Lwa z Kotem mamy więc dokładny opis frycówki, o której ofiarach mówiono, iż ciągnęły kota.

Słychałciem ja, co to bywa,
Gdy więc kto tę sprawę miewa.
Przeciągną powróz przez wodę,
A pewnie komu na szkodę;
Przywiążą kota u końca,
Z drugą stronę drugi gońca.
„Dawaj, dawaj!” zawołają,
Za powróz wszytcy chwytają,
To się pan ani obaczy,
Gdy się ajwo przemknąć raczy.
Nie wie, co rzec, szalony trup,
Łapa brzegu, a woła: „Hup!”
Wywlecze chwastu na sobie,
Więc się tu stojąc w łeb skrobie:
„Alboć mię tu diabeł przygnał,
Bo bych ja był tak nie pływał.”
Otrząsa się, by w łaźni był,
Ano się tak nachyłkiem zmył.
odydzie z tą nadzieją,
Chocia się łotrowie śmieją,
Iżby im kot tak sam władał,
A iż mu nikt nie pomagał.
Założy się i drugi raz,
Przedsię go nie minie zły raz.

17 lip

KTO KOŚCIOŁOWI SŁUŻY, TEN LAMPĄ BUTY SMARUJE

Istnieje przysłowie, podobno biblijne: Altari serviens, de altari vivere debet lub Qui servit altari, de altari vivat. „Kto ołtarzowi służy, z ołtarza też ma mieć żywność swoję” Adalberg s. v. „Ołtarz ”, NKPP „Kościół ”. Odpowiednik ludowy tych pozycyj brzmi: „Kto kościołowi służy, z kościoła się żywi” s. v. „Kościół ”. Humor ludowy, tak chętnie ośmieszający wszelaką służbę kościelną, wydał inne jeszcze przysłowie, zapewne na obserwacji oparte: „Kto kościołowi służy, ten lampą buty smaruje” „Kościół | ”. By je zrozumieć, trzeba wiedzieć nie tylko, że buty wymagają smaru jako środka przeciw pękaniu skóry, uodporniającego równocześnie obuwie przeciw wilgoci, ale również znać obyczaje kościelne. W kościołach tedy istnieje „wieczna lampka”, stale świecąca czy raczej migająca przed wielkim ołtarzem. Na dużych połaciach Polski, a przynajmniej na Podkarpaciu, fundatorkami tłuszczu do lampy tej używanego były, a zapewne i są kobiety wiejskie, ofiarowujące lampki wypełnione stopionym masłem, i to niekoniecznie świeżym. Jak wskazuje przysłowie, lampy te służyć mogą nie tylko celom religijnym, ale i na wskroś ziemskim, dostarczają bowiem smaru na buty. Że zaś masło nie zawsze bywało zjełczałe i że dzięki temu nadawało się nie tylko jako smar, przekonywa bardzo zabawna relacja o praktykach dziada kościelnego, Tomasza Dąbka, w powieści Józefa Bieniasza Pszczoły i trutnie .

17 lip

O, KONIU PANA JEZUSA!

Przysłowie podane u Adalberga „Jezus ”, NKPP „Koń ” bez wskazania źródła ma objaśnienie „O, ośle! głupcze!” Objaśnienie to jest niewątpliwie trafne, Jezusa bowiem widywano corocznie wierzchem, nie na koniu jednak, lecz na ośle. Chodzi tu o stary obyczaj, pospolity w średniowieczu i nieobojętny w dziejach dramaturgii, mianowicie o procesję w Niedzielę Palmową, gdy w uroczystym pochodzie wokół kościoła jechał na osiołku Chrystus. Z biegiem wieków posługiwano się drewnianą figurą Chrystusa, później królem szlachcica, który z nabożeństwem ogląda zdobytą, kosztowną szablę turecką. Ale i ten szczegół utrwaliło przysłowie: „Z kordem, a boso.” Prawi ono o szlachcicu-hołocie, chudopachołku, którego przyszłość zależała nieraz od korda właśnie. Mając dobrą broń, choćby w pochwie z deszczułek i choćby zawieszoną na sznurku parcianym, nie na rapciach z rzemienia, wędrował on boso oszczędzając bowiem buty, niósł je na ramieniu na dwór magnacki czy do wojska stopniowo dorabiał się obuwia, i nie obuwia tylko. Jak to wyglądało, dowiedzieć się można choćby od… Sienkiewicza, który w swej nieudałej skądinąd powieści Na polu chwały ten właśnie proces awansu społecznego, opartego na kordzie, znakomicie przedstawił.

17 lip

KOŃ, CZYLI NA CHROMYM DO DOMU

Adalberg ma przysłowie: „Na zdrowym koniu na targ, na chromym do domu” s. v. „Koń poparte cytatem z Worka Judaszowego Klonowica: „Na zdrowym do targu, na chromym do domu.”
Satyra Klonowica pochodzi z roku , użyte zaś tam przysłowie jest znacznie starsze, spotykamy je bowiem kilkakrotnie u Reja. tak w Krótkiej rozprawie czytamy: Przedsię z oną płochą radą Na chromem do domu jadą. Ale snać i z tego gromu Przedsię na chromem do domu. Podobnie w Źwierzyńcu fraszka o „Chłopie” spryciarzu, który umie doskonale zwieść na targu czy w domu pana, tak oto przedstawia sytuację owego pana, który okazał się dubielem, tj. dał się nabrać:
A pan chytry wytyka na chromym do domu, A dla wstydu, iż dubiel, nie powie nikomu.
We wszystkich tych wypadkach znaczenie zwrotu jest niewątpliwe: ponieść porażkę, doznać zawodu, źle wyjść na czymś. Zestawienie z Klonowicem nasuwa domysł, iż przysłowie jest zapewne aluzją do jakiejś anegdoty koniarskiej, prawiącej o kimś, komu transakcja handlowa się nie udała, tak że ze wstydem musiał wrócić do domu.

17 lip

KONAJCIE, TATULU…

W interesujących reportażach z Izraela A. Sandauer, dla scharakteryzowania nowego pokolenia młodzieży, urodzonej już w Palestynie, zwanej „sabrami”, opowiada taką anegdotkę: „Sabra” przyjeżdża po dłuższej nieobecności do domu. Matka uprzedza go, że ojciec jest śmiertelnie chory i że należy być dla niego wyjątkowo czułym. Wobec czego chłopak wchodzi do pokoju i klepiąc życzliwie chorego po ramieniu pyta: „No więc jak? Konamy, tato?”  Nie zdziwiłbym się, gdyby się znalazł dawny polski odpowiednik kawału izraelskiego, jakaś facecja szlachecka, ludowa lub może żydowska. Na przypuszczenie to naprowadza z jednej strony znajomość anegdot w rodzaju prawiącej o ostrożnym zawiadomieniu o śmierci „Mama lepiej. Jutro pogrzeb”, z drugiej przysłowie: „Konajcie, tatulu, bo świeczka gaśnie” „Konać”. Istotnie, we Fraszkach nowych sowiźrzałowych napotykamy tekst, na gruncie którego wyrosło to przysłowie, zatytułowany Pożyczana świeca:
Jedna żona mężowi świecę zapaliła, Gdy miał konać, a świeca pożyczana była. Więc, że leniwo konał, onej się nie zdało Długo czekać i mówi: „Cóż ci się wżdy stało? Rychło konaj, by świeca darmo nie gorzała, Nie moja, pożyczana, kłopot będę miała.”

17 lip

SADŁO KOMARA

„Właśnie jak w komorze sadła” zapisał Rysiński, co Cnapius skomentował uwagą: „Mało abo nic” Adalberg s. v. „Komar ”, NKPP „Sadło j”. Słownik warszawski dodaje tutaj zwrot przysłowiowy: „Kłóci się o sadło komarowe”, w tym samym znaczeniu. Gdy się zważy na wielkość komara, sens zwrotu jest zupełnie zrozumiały, zwłaszcza że w grę wchodzi tutaj nie tyle mały i dokuczliwy owad, ile jego znacznie większy krewniak, zwany inaczej komarnicą, zbudowany jak gdyby z nitek, rzucający się w oczy symbol chudości. Jeśli się jednak zwrot o sadle komara tutaj omawia, to ze względu na okoliczność, iż należy on do ulubionych i pospolitych konceptów humory styki sowiźrzalskiej, której tyle okazów zachowało się w przysłowiach. W komicznych jadłospisach, od których we fraszkach tej kategorii się roi, sadło komara jest pozycją częstą i pospolitą. Przykładem mogą być tutaj intermedia Uciechy lepsze i pożyteczniejsze H. Przetockiego , utrzymane w tonie sowiźrzalskim, gdzie między innymi specjałami występują „udźce wiewiórczane, komorzą słoniną gęsto śpikowane”.

17 lip

Rodziny Połanieckich

Genezę zaś przysłowia wyjaśnia anegdota podana w r. przez A. Bielowskiego:
Był to podobno Józef Potocki, właściciel Stanisławowa, halicki, śniatyński etc. starosta, który, w ścisłych stosunkach ze Stanisławem Leszczyńskim dworem francuskim zostając, posłał raz do Paryża swego kozaka nadwornego, rodem z Pokucia, zaopatrzywszy go dostatecznie na drogę. Sprawił się on tam, jak należało, a gdy wrócił, rad był bardzo starosta i zapuściwszy się z nim w poufalszą rozmowę, chciał się dowiedzieć, jak mu się też życie w Paryżu, owej stolicy świata, podobało. „Lipsze u nas w Kołomyi” odpowiedział dobrodusznie Pokuciak. Anegdota, z której przysłowie się wywodzi, jest pochodzenia polskiego, nieco ironiczny sens przysłowia nie świadczy też o jego powstaniu wśród ludu, używano go wreszcie w środowisku literatów polskich, reprezentowanych przez Bielowskiego, Sabowskiego i Sienkiewicza. Te względy przemawiają za zachowaniem przysłowia, mimo jego języka, w Księdze przysłów polskich, do której wprowadził je Adalberg, toteż znalazło się ono w reedycji Księgi pod hasłem „Kołomyja”.

17 lip

LIPSZE U NAS W KOŁOMYI

W ogóle Włochy przy influency, przy pracy i innych tego rodzaju miłych warunkach, są przesądem. „Łuczsze [!] u nas w Kołomyi” i coraz bardziej dochodzę do przekonania, że gdyby kopiec Kościuszki trochę dymił, a na Błoniach było trochę więcej wody niż w Rudawie, Neapol nie mógłby iść w porównanie z Krakowem, w którym warunki życia są wprost przednie. Tak pisał w r. Henryk Sienkiewicz do przyjaciela, Kazimierzą Morawskiego, wplatając w słowa listu przysłowie ukraińskie, w którym zresztą wyskoczył wyraz rosyjski „łuczsze” lepiej. Sens przysłowia wyjaśnił już w roku Wł. Sabowski, gdy pisał: Tej naiwnej odpowiedzi kmiotków naszych, przenoszących Kołomyją nad Paryż, używa się zamiast: wszędzie dobrze, a w domu najlepiej, czasem zaś ironicznie do porzucających rzecz lepszą dla gorszej.

17 lip

O ROZWODZIE

Przyszedł chłop do biskupa chcąc się rozwieść z żoną. Pytają go: „Czemuż tak w oczu twych mierzioną?” „Atolim jej nie zastał dziewicą, ksze miły!” A biskup mu zaś powie: „O błaźnie opiły, Przychodzi to na króle i wysokie stany, A nie przynoszą takich plotek przed kapłany. ty, chłopie, jeślić się tak dziewice chciało, Mogłeś do Kolna jechać: tam ich jest niemało.” Prałat renesansowy drwi więc sobie z „plotek” chłopskich i, jak przystało na epokę, z legendy średniowiecznej, wedle której św. Urszula, pielgrzymująca z jedenastu tysiącami dziewic do relikwii Trzech Króli w Kolonii, została zamordowana wraz z towarzyszkami przez Hunów. Źródła fraszki Kochanowskiego nie znamy, była nim zapewne jakaś facecja humanistyczna, pochodzenia może niemieckiego, i w Polsce lokalizować jej niepodobna, ani podsuwać poecie myśli, jaką u niego wyczytał Darowski.

17 lip

KTO DZIEWICE CHCE WIDZIEĆ, NIECH DO KOLNA IDZIE

Że nie dość wskazać źródło przysłowia, bo trzeba jeszcze je zrozumieć, dowodzi historia z Kolnem. Daniel Naborowski napisał kiedyś nieprzystojną fraszkę Do Kolna na prawice, rozpoczynając ją zwrotem przysłowiowym: „Powiedają, że w Kolnie mieszkają prawice”, a później powtórzył to samo J. Gawiński: „Kto dziewice chce widzieć, niech do Kolna idzie” Adalberg s. v. „Kolno i”. Adalberg pozycję ostatnią opatrzył uwagą A. Darow- skiego, nie podając jej zresztą w całości. Rzecz w tym, że T. Lipiński przysłowie wiązał z Kolnem, mieściną w Białostockiem, poczytując je za pochwałę cnotliwych mieszkanek tej miejscowości. Darowski natomiast sprostował tę informację wskazując, że „Myśl wzięta z wiersza Jana Kochanowskiego, który chcącego pojąć pannę za żonę odsyła po wybór do Kolna, gdyż w Polsce na próżno by takiej szukał”, i dodaje, iż poeta mówił o Kolonii i legendzie o św. Urszuli. Wszystko byłoby tu w porządku, gdyby nie fałszywa interpretacja fraszki II Kochanowskiego, której sens jest najzupełniej inny.