17 Lip

Bajeczka

Wątpliwości te rosną, gdy poczynamy się wgłębiać w uczone wywody przysłowioznawców, usiłujących dociec, skąd przysłowie się wzięło i co mogło pierwotnie znaczyć. Najdawniejsi z nich,Gołębiowski i Wójcicki, z dobrą wiarą przyjmowali „bajeczkę”, iż był w Pacanowie zdolny majsterek, który podkuł kozę-szkodniczkę, grasującą po ogrodach miasteczka, i w ten sposób położył kres jej wyprawom. Nieco później Lipiński doszedł do przekonania, że wyraz „koza” oznacza nie psotnego czworonoga, lecz statek rzeczny. Zaprzeczył temu energicznie Darowski, rozumując słusznie, iż statków nie okuwano w miejscowości odległej od Wisły o milę, lecz robiono to na brzegach rzeki. W zamian za to dokonał odkrycia, iż w Pacanowie byli kowale nazwiskiem Koza, nie wspomniał jednak, czy wiadomość tę zaczerpnął z miejscowych ksiąg metrykalnych, czy z własnej fantazji. Po Adalbergu, który wszystkie te koncepty starannie zreferował, przyszedł paremiolog i uczony wysokiej klasy, bo sam Aleksander Bruckner, ale i on na Pacanowie się potknął. Założył on protest przeciw umieszczeniu przysłowia pod hasłem „Pacanów”, znalazł bowiem „najdawniejszy”, jak sądził, cytat z r. : „żeśmy przecież w Polsce, nie w Burgundyjej, kędy kozy kują, by użyć polskiego przysłowia”, i na zasadzie tej wywnioskował: „rzecz słusznie za Polskę cofnięta w dalekie strony, gdzie i takie zwierzęta z powodu skalistej ziemi? kują, których my nie kujemy”. Szkoda tylko, że wielostronny filolog nie wskazał, co to za strony, przyjmując bowiem kucie kóz w sensie dosłownym, automatycznie włączył się do szeregu poprzedników, którzy znajomość faktów zastępowali spekulacją.

17 Lip

GDZIEŻ TO WŁAŚCIWIE „KOZY KUJĄ”?

Pytanie, sformułowane tak prowokacyjnie, wywołać może zdziwienie. Gdzie? wiadomo powszechnie: w Pacanowie, kto zaś nie wierzy i wymaga potwierdzenia naukowego, niech sięgnie do Adalberga. Istotnie, w jego dziele, pod hasłem „Pacanów”, znajdziemy cztery pozycje, które nie budzą wątpliwości, tym bardziej, że pod ostatnią czytamy nazwisko autorytetu, Lindego. Oto one: „Był w Pacanowie, wie, jak kozy kują” „Pojechał do Pacanowa, gdzie kozy kują” „Skąd idziesz? Z Pacanowa, gdzie kozy kują” „W Pacanowie kozy kują”. A więc vox populi vox Dei sprawa jest murowana. Wątpliwości jednak występują z chwilą, gdy od tekstów przejdziemy do komentarzy, które wskazują, iż sławy Pacanowowi pozazdrościły inne miejscowości, Bodzanów i Kozanów, że nadto wchodzi tu ukraiński Międzybórz. Co więcej, mieszkańcy Pacanowa, miasteczka w Sandomierskiem, w okolicach nie mniej głośnego Osieka, niechętnie przyznają się do zaszczytnego rzemiosła, imputowanego im w przysłowiu, jak dowodzi zapisane przed stu laty powiedzonko: „Już tam nie kozy, ale pyski kują.” Wy padnie do niego wrócić za chwilę.

17 Lip

KOZIE OGON ZAWIĄZAĆ

Przypowieść uderza swą niezwykłością, kto bowiem i po co miałby kozom zawiązywać ogony? Zabieg taki stosowano, zwłaszcza w czasie błota, do koni, ale, po pierwsze, ogon koński chronipno dla cennego włosia, po wtóre, zawiązać go można było stosunkowo łatwo, bo sięgał aż do ziemi. Inaczej z ogonem kozim. Jest on tak uderzająco krótki, że stał się bohaterem zabawnych gadek ludowych. Należą one do cyklu opowiadań o diable, nieudolnie naśladującym Boga. Jako odpowiednik krowy usiłuje on stworzyć podobne jej stworzenie i powstaje koza. Rozgniewany niepowodzeniem diabeł chwyta ją za ogon, urywa go w ten sposób jeszcze potęguje zabawny wygląd chybionego tworu. Coś z tego konceptu odbiło się w przysłowiu: „Dość kozie ogona po rzyć”, które, jako rzekomo nieprzyzwoite, Adalberg pominął. Z przysłów zaś przez niego podanych pod hasłem „Rozum gj ” NKPP „Ruszyć ” czytamy: „Ruszył rozumem jako koza ogonem”
„Wysilił się w rozum, by sarna w ogon”, obydwa akcentujące nikłość tej koziej ozdoby. Sens zaś całego wywodu pokazuje trudność omawianego przysłowia. Gdyby bowiem nawet przypuścić, że ktoś po coś chciałby kozie zawiązać ogon, nie zdołałby tego zrobić, bo jest to niewykonalne. A jeśli tak, to skąd poszło przysłowie, robiące niedołęgą człowieka, który nie potrafi wykonać zadania niewykonalnego?

17 Lip

Bez trudu można tutaj wyłuskać autentyczne przysłowie

Spowite w wyrazy podyktowane względami na rytm i rym wiersza. Refleksja zaś na temat wzajemnego darcia się różnych stanów musiała być pospolita w XVIII w. na południowo-wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej, skoro w Ezopie nowym Jana Stanisława Jabłonowskiego czytamy przysłowie Adalberg pod „Chłop ”, NKPP „Pan ”: Pan drze chłopa jako skopa, A diabeł pana jak barana. Wracając do punktu wyjścia, do Balladyny, przypuścić by można, iż autor jej słyszał przysłowie o kozie i łozie w swoich stronach rodzinnych, na Wołyniu. Prawdopodobniejsze jest tu jednak inne źródło, również ruskie, choć trudno rozstrzygnąć, ukraińskie czy białoruskie. Maurycy Mochnacki w swym dziele o powstaniu listopadowym, Słowackiemu doskonale znanym, dla scharakteryzowania biurokracji carskiej przytoczył: Werbu koza dierot, kozu wołk dierot, wołka pastuch dierot, pastucha zasidatel dierot, zasidatela prokuror dierot, prokurora hosudar dierot, a hosudara sam czort dierot. Śliczny łańcuszek, obejmujący: wierzbę, kozę, wilka, pastucha, sędziego, prokuratora, cara i czarta, nie mógł oczywiście ukazywać się drukiem w granicach imperium carskiego. W postaci pełnej omawiane przysłowie zapisano w Radzyńskiem, gdzie ma ono postać: „Koza dre łozę, a wilk kozę, a chłop wilka, a pan chłopa, a pana jurysta, a jurystę diabłów trzysta.”

17 Lip

KOZA ŁOZA

Już choćby ze względu na rymy zdanie to brzmi bardzo przysłowiowo, ale nie ma odpowiednika w Adalbergu, gdzie czytamy tylko: „Drze łozę koza, kozę wilk” „Koza n „”. Od tej kozy do piekła droga wcale daleka, chyba że się przypuści, iż skoro diabeł występuje na scenie, a więc i kozy mogą się z jego siedziby, piekła, wywodzić. Że Słowacki tak nie rozumował i że wspomniana droga jest i krótka,
naturalna, dowodzi uwaga A. Brücknera, który wariant Adalberga, pochodzący z r. , uznał za to, co tutaj przyjęto nazywać postacią synkopowaną przysłowia, i wskazał na jego brzmienie pełne. Odnalazł je u paulina-wierszoklety z czasów saskich, ks. Mikołaja Juniewicza, w jego przeosobliwym poemacie moralistycznym Reflexye duchowne na mądry Króla Salomona sentyment. Książczyna ta, dzielnie rywalizująca z głośniejszym od niej dziełkiem ks. Baki, ukazała się w Częstochowie i ponownie w Wilnie , w postaci znacznie rozszerzonej. I dopiero w tym drugim wydaniu znajdujemy ustęp, niedokładnie przytoczony przez Brücknera:

Jest przysłowie W podolskiej mowie,
Co się tu przyda:
Drze koza łozę,
Wilk zaś drze kozę,
A chłop dla Żyda Z wilka drze skórę
wnet na lurę Do karczmy wlecze,
Gdzie Żydek z chłopka,
Jak wróbel z snopka,
Kłosie osiecze.
Żyda zdzierają,
Gdy wymyślają Ekspens panowie,
Panów zaś trudząc W sprawach i łudząc Drą patronowie.
Patrona zasię Bierze czart na się,
Zedrze i skruszy,
Gdy niegodziwie Wydrze grosz chciwie Z ubogiej duszy.

17 Lip

KOT Z LESZCZOTĄ I PĘCHERZEM

K. Koźniewski w swym Półchlopku napiętnował barbarzyńską zabawę uliczników warszawskich z kotami. Igraszki takie nie są wymysłem naszych czasów, jak dowodzą przysłowia: „Brać koty w leszczoty”, „Skrzywił się jak kot, gdy mu ogon wkleszczą” oraz „Kręci się lata jak kot z pęcherzem”.
Pierwsze z nich objaśnia Kolberg za Gluzińskim następująco: Drewno rozszczypane i zaciśnione kotowi w ogon zowią przysłowiem [!]: brać koty w leszczoty i dlatego to rozpustne i zabobonne chłopaki robią, aby z kota diabła wypędzić lub żeby z diabłem przepadł z bolu uciekając; zapewne też czasem on z tego przepaść, czyli zginąć, musi. Nieco dalej czytamy o kocie: Kot, zwierzę pożyteczne w gospodarstwie, układne, ale złośliwe, zawsze drapieżne, a czasem srogie i okrutne, jest w posądzeniu, że od złego ducha pochodzi albo że w nim zły duch jest ukryty. Dlatego to zawsze prawie kota czarnego nazywają diabłem, a jeżeli się taki kot nieznajomy widzieć zdarzy około domu, żegnają się, a potem ścigają go wołając: a na lasy, na bory! Odmianą zakładania leszczoty jest przywiązywanie kotu do ogona pęcherza z garścią grochu wewnątrz; stuk grochu w wysuszonym pęcherzu wywołuje panikę u biednego zwierzęcia. Pomysł ten wywodzi się zresztą z tradycji facecjonistyczno-błazeń- skiej, wyzyskanej m.in. w satyrze Sebastiana Branta Narrenschiff, gdzie w wydaniu z r. znajdujemy nawet zabawny drzeworyt, na którym błazen przywiązuje kotu grzechotkę. U Adalberga przysłowie z leszczotą mamy s. v. „Kot” i „Krzywić się s”, z pęcherzem zaś pod „Kręcić się”, „Latać ” oraz „Uciekać ”. Wszystkie jego odmiany zebrane zostały w Nozocj księdze przysłów polskich pod hasłem „Kot”.

17 Lip

KOT W BUTACH

Przysłowie „Wygląda jak kot w butach” „Wyglądać ”, żywe do dzisiaj i stosowane do osób, zwłaszcza młodych kobiet noszących niezgrabne obuwie, w samym zestawieniu kota i butów zawiera pierwiastek komiczny, wszyscy bowiem znamy sprężyste ruchy zwierzątka i wyobrażamy sobie, jak byłoby skrępowane, gdyby je obuć. Sam zwrot jednak nie jest rezultatem tego rodzaju refleksji, lecz wywodzi się ze świata baśni, w której uczłowieczony kot zapewnia świetną karierę swemu biednemu właścicielowi i pełni funkcje przypominające jego krewniaków w średniowiecznym eposie komicznym o Lisie Przecherze. Baśń ta, we Włoszech znana już w wieku XVI, zdobyła sobie rozgłos światowy dzięki Karolowi Perrault, w którego Contes czworonożny bohater zwie się le Chat botte, czego niemieckim odpowiednikiem jest der gestiefelte Kater. U nas bajka o „kocie obutym” prawie nie istnieje, prawie, to znaczy w tradycji ludowo-ustnej, jeśli zaś spotykamy ją w wieku XIX, to dzięki lekturze Perraulta. Szczegół to nieobojętny, każe on bowiem zwrot o „Kocie w butach” odnieść do wieku dopiero XIX, czyli uznać za jedno z nowych przysłów, i to pochodzenia książkowego.

17 Lip

Koty drzeć z kim

Rozumiemy przez to: żyć w niezgodzie, w rozterce; zresztą nie zdajemy sobie sprawy ze znaczenia tego frazesu. Po bliższym dopiero zastanowieniu, oczywiście, przychodzi nam na myśl: obdzieranie kotów ze skóry; jaki jednak związek zachodzić może między tą arcynieprzyjemną czynnością a waśnią, tego nie wiemy. Otóż faktem jest, że tu bynajmniej nie o koty, lecz o wcale co innego chodzi. Wyrażenie to jeszcze [!] w w. XVII brzmiało inaczej. I tak w Marc. Błażowskiego Tłumacz rokoszowy, B , czytamy: „czemużby z nim zadzierali w kuty”, Knap. Thes. ma także „kuty drzeć z kim”. Cóż tedy znaczy kuty? Linde tak ten wyraz objaśnia: „Kut, kot, kość pierwsza, najwyższa na przyszwie lub przedniej części nogi; por. czesk. kutek i kotnik, ts. co hlezen pols. glozn, przym. kotni.” […] W kości te grano, stąd wyrażenie: w kuty grać, z którego zapewne powstało: w kuty drzeć, a następnie: „koty drzeć, zadzierać”. Niestety, cały ten wywód, jak się rzekło, budzi zastrzeżenia, i to nie tylko chronologiczne. Nic nie wiemy o nazywaniu kości do gry kutami ani nie znamy wyrażenia „w kuty grać”, przyjętego jako podstawa całego szeregu rozwojowego. Są to domysły oparte na spekulacji, a nie stwierdzenia poparte tekstami. Intuicja jednak niezupełnie zawiodła Malinowskiego, wedle wszelkiego bowiem prawdopodobieństwa istotnie o grę tu chodzi, choć nie o kości, jak mu się wydawało, lecz o zabawę z dziedziny lekkoatletyki. A oto dlaczego. W r. z ust Józefa Chowańca z Jurgowa zapisano garść relacyj o zabawach miejscowych, z których jedna zwie się „Kocury”. Opis żywy i plastyczny, poza bardzo drobnymi szczegółami chwycenie klocka, uprzyzwoicone zakończenie, ma wartość rzetelnego dokumentu.

17 Lip

DRZEĆ KOTY IŚĆ NA UDRY

U Adalberga „Kot ” jest przysłowie „Koty z kim drzeć”, którym w Słowniku warszawskim posłużono się jako synonimem zwrotu „Iść na udry”, pod hasłem zaś „Lis ”, czytamy: „Lisy drzeć z kim”, znaczące to samo, a więc zadzieranie z kim, przewlekłe nieporozumienia czy spory. Do tego dochodzi coś bliskiego, ale nieco odmiennego „Drą się jak dwa koty” „Drzeć t ”. Zaznaczmy od razu, iż zwrot o darciu kotów wywodzi się z r. , pod tą bowiem datą znajdujemy go u B. Budnego, przy zwrocie zaś drugim, o dwu kotach, figuruje nazwisko W. Potockiego. W dwa wieki później Wincenty Pol w opisie Łemków wspomina stary zwyczaj „darcia kotów przy umarłych”. Szczegóły te należy wziąć w rachubę, gdy się przejdzie do prób ustalenia, jak brzmiało niegdyś i co dosłownie znaczyć mogło, a więc skąd się wzięło powiedzenie o darciu z kimś kotów. Krćek mianowicie w swych tak cennych dopełnieniach Adalberga zaznaczył, że wedle Malinowskiego wyrażenie „w wieku XVII brzmiało jeszcze: w kuty drzeć z kim”, że stanowiło odmianę innego, w kuty z kim grać, że wreszcie termin anatomiczny „kut” zastąpiono tu zoologicznym „kotem”. Cały ten wywód nie wydaje się zbyt przekonywający, gdy się zważy, że Słownik warszawski ma obocznie wyrazy: kut-kót-kot, i cytuje wyrażenie z kotem za Bratkowskim, a więc pisarzem z końca w. XVII , na podstawie czego wnioskować wolno, że obydwie postaci omawianego wyrazu mieszały się z sobą od dawna.
Dajmy jednak głos uczonemu, który pierwszy zagadnienie to poruszył i jakoś rozwiązać je usiłował, tj. językoznawcy L. Malinowskiemu.

17 Lip

Co za diabli mię tu przynieśli

Obrazek ten warto sparafrazować w polszczyźnie dzisiejszej, przyjmując, iż rzecz dzieje się nad rzeką, a bohaterami widowiska są fryc, który założył się, iż przeciągnie przez nią kota, i „łotrowie”, organizujący kawał. Słyszałem ja, jak się to odbywa, gdy komuś się taka sprawa zdarzy. Przeciągają powróz przez wodę z myślą zrobienia kawału frycowi. U jednego końca przywiązują kota, za drugi chwyta zakładający się fryc. Zawoławszy: „Dawaj, dawaj”, łotrowie ukryci w krzakach za kotem wszyscy chwytają za powróz i fryc nim się spostrzeże, przeciągają go przez rzekę. Nie wie, głupi nieborak, co powiedzieć, próbuje chwycić się brzegu, krztusząc się woła: „Hup!”, wyciągnięty z wody z chwastami na głowie drapie się za uchem myśli: „Co za diabli mię tu przynieśli, bo przecież nie zamierzałem pływać.” Otrząsa się jak po łaźni, bo przypadkiem się skąpał, i odchodzi, przekonany, że to kot wziął nad nim górę, że nie miał żadnej pomocy, choć łotrzy się śmieją. Raz jeszcze się zakłada, ale i teraz nie minie go przykrość. zabawa, i nazwa przyszły do nas z Niemiec, gdzie fryca, który jej próbował, nazywano Strebekatze-zieher.