17 lip

Przysłowie o księżej grudzi

Nastręcza dwie trudności, które wspomnieć tu trzeba. I tak jest ono, być może, synkopowaną postacią przysłowia dawnego, które rozpadło się na dwie części: „Sówka woła: Pódź!” oraz „Pódź, pódź na księżą grudź”. Po wtóre zaś wyraz „grudź” pisany jest w Adalbergu i Słowniku warszawskim jako „gródź”, przy czym wiąże się go z wyrazem „grodzić”, co w wypadku naszego przysłowia miałoby nawet zupełnie dobre uzasadnienie, „gródź” bowiem odpowiadałaby „oborze”. Nie ulega jednak wątpliwości, iż obok „grodzi”, błonia ogrodzonego, istniała „grudź”, pole czy błonie pokryte grudą, nieużytek, częściowo wyzyskiwany jako pastwisko, dzięki czemu obydwa wyrazy, fonetycznie w mianowniku jednakowe, krzyżują się z sobą. Za takim stawianiem sprawy przemawia język Sienkiewicza, ukazującego olbrzymie wojska sułtańskie „na adria- nopolskiej grudzi” czy piszącego o okolicach pod Krakowem w czasach Sobieskiego: „z dalekich, zielonych grudzi dochodziły pokrzyki i pieśni pastusze”. W obydwu wypadkach chodzi o duże błonia. Obok nazw dotąd omówionych istniała trzecia jeszcze, „boża rola”, używana zapewne na ziemiach wschodnich, od Podlasia poczynając. Kraszewski, opisując starożytne miasteczko w Lubelskiem, tak oto rzecz ujmuje: Wprost dziedzińca furtka wiodła na cmentarz, gdzie się dawniej grzebano i po dziś dzień wiele grobów i kamieni pozostawało; nieboszczykom pokoju zakłócać nie chciano, bo się trafiało, że kopiąc grób nowy stare kości i szczątki trumien dobywano nowy cmentarz trochę opodal założono. Tamten już nie murem, ale parkanem był obwiedziony, i poznać można było łatwo, że w uboższych powstał czasach, którym stało na mury gorzelni i obór, ale na rolę bożą zabrakło.

Dodaj komentarz