17 lip

O WYBIERANIU ŻONY

Tworząc swą monumentalną Księgę przysłów polskich Adalberg poszedł jedynie słuszną drogą, cały bowiem ogromny materiał ułożył alfabetycznie, przy czym za podstawę przyjął hasła istotne, znaczące, nie zaś wyrazy, od których przypadkowo przysłowia się rozpoczynają. Drogę obrał jedynie słuszną, nie umiał jednak zawsze się na niej utrzymać, nie rozumiał najwidoczniej, iż podstawowym warunkiem układu słownikowego jest jasność i prostota, pozwalające czytelnikowi szybko i łatwo znaleźć poszukiwaną informację. Wskutek tego przy wertowaniu Adalberga spotyka się ze zdziwieniem warianty tego samego przysłowia pod rozmaitymi hasłami i trzeba nieraz dużego wysiłku, by zorientować się, jak przysłowie to naprawdę wygląda. Co gorsza, bez wykonania całego mnóstwa zabiegów niepodobna mieć pewności, czy odnalazło się cały materiał, rozumowanie zaś na takim materiale nie oparte może prowadzić do wniosków najzupełniej błędnych. Typowym przykładem może tu być przysłowie „Żeń się oczyma i uszyma”, przytoczone za Kolbergiem wprawdzie, ale nie od niego pochodzące1, a podane pod hasłem „Żenić się i8 ” (NKPP „Żona 102* ”)• Gdyby tej informacji zawierzyć, trzeba by przysłowie to uznać za jedno z najrzadszych w Polsce, bo zapisanych raz jeden jedyny. Tymczasem o dwie stronice dalej, pod hasłem „Żona 66j i02* ” czytamy „Ucho, nie oko, ma wybierać żonę”, po czym idzie cała seria wariantów dowodząca, iż tekst Kolberga jest tylko odmianą przysłowia dawno i szeroko znanego, i to nie tylko w Polsce. Paremiolog, tak pedantycznie rozróżniający wyrazy hasłowe „Żenić się” i „Żona”, byłby uniknął potknięcia, gdyby hasłem był zrobił „Ucho” lub „Oko”.

Dodaj komentarz